Ibogaina

Wywiad z Eric’iem Taub’em przeprowadzony przez James’a Kent’a

Od dziewięciu lat Eric Taub pracuje nad twórczymi sposobami leczenia pacjentów i uzależnionych przy pomocy psychodelicznej substancji zwanej Ibogainą. Odkryta w zachodnio afrykańskim krzewie Tabernanthe iboga, ibogaina zabiera tego kto ją przyjmie w długą podróż po psychice i poza nią – trwającą zazwyczaj około dwudziestu godzin. Ibogaina jest również znana ze skutecznego eliminowania bolesnych symptomów związanych z przerywaniem uzależnienia od heroiny. Te cechy czynią ibogainę bardzo obiecującą substancją w leczeniu klinicznym chociaż używanie jej ciągle nie jest jeszcze legalne w Stanach Zjednoczonych.

JAMES KENT: Myślę, że może powinniśmy zacząć od początku. Dobrze by było byś powiedział nam na początek gdzie i kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z ibogainą.

ERIC TAUB: Zadzwonił do mnie przyjaciel, który był wówczas alkoholikiem i palił Camele dosłownie jeden za drugim. Słyszał, że kilku lekarzy z Holandii udaje się do Stanów Zjednoczonych by zbadać czy jest możliwa szybka legalizacja Ibogainy w FDA[i]. W listopadzie będzie dziewięć lat od tej chwili. W okolicach moich 20 urodzin kręciłem się w koło w poszukiwaniu czegoś co w końcu mógłbym robić, co oczywiście nie znaczy wcale końca. Choć lubiłem odgrywać przedstawienia i było to łatwe życie, w połowie odpoczynek, szukałem czegoś co mógłbym pokochać, czegoś co nazwałbym swoją dharmą (w hinduizmie stan doskonałości moralnej – przyp. tłum.). Kiedy usłyszałem o ibogainie, na początku byłem zdziwiony, że istniało coś takiego , co przy jednokrotnym zażyciu mogło wyeliminować głód substancji takich jak methadone, alkohol i nikotyna, bez konieczności przeżywania przez człowieka agonii odstawienia i że było to niedostępne. Pierwszym zatem moim zamiarem było pojechać do Afryki i przywieźć 50 tysięcy dawek i pojechać do Needle Park (Park Igieł – przyp. tłum.) w Europie przekazać ludziom, którzy przychodzą tam po darmowe dawki.  Potem zadzwonił bym do CNN i jeżeli tylko jedna czwarta tych ludzi przyszła by tam w następnym tygodniu, byłoby to wypełnienie mojego mesjańskiego posłannictwa. (Śmiech). Kiedy pojechałem do Afryki nie miałem pojęcia, że kosztowało to 1000$ za gram.

Dokąd w Afryce pojechałeś?

Pojechałem do Gabonu. [....] I zaraz po przybyciu zastukałem do najwłaściwszych drzwi. Udałem się na uniwersytet i przez pośredników skontaktowałem się z chemikiem, który właśnie pracował nad procesem ekstrakcji. Wydarzyła się cała seria szczęśliwych zbiegów okoliczności, która pozwoliła mi osiągnąć to, że po dziesięciu dniach leciałem samolotem na Karaiby mając 13 czy 16 gram ibogainy.

Czyli nawet nie byłeś w buszu?

Nigdy aż do mojej trzeciej czy czwartej wizyty gdy z razem z chemikiem zajmującym się ekstrakcją odwiedziłem tereny gdzie rośnie T. Iboga.

Czy chemik dał ci po prostu 16 gram, czy zawarliście jakąś umowę?

Tak, zaopatrzył mnie w niezłą porcję, a ja dałem mu te kilka tysięcy dolarów, które miałem w kieszeni i umówiliśmy się że zapłacę mu odpowiednio gdy dostanę więcej. 
W rezultacie na początku musiałem (za Ibogainę) brać dużo ale teraz gdy znam podaż i cenę dysponuję większą skalą elastyczności.

Ile wynosi konieczna dawka?

Zależy to od wagi ciała, stopnia uzależnienia, rodzaju oczekiwanego przeżycia psycho spirytualnego, ale zakres jest raczej szeroki, od 6,5 mg na kilogram wagi ciała do 25 mg dla przezwyciężenia methadonu lub heroiny.

Zatem mówisz o pojedynczej dawce wielu gramów?

Zasadniczo przy wadze ciała, o której mówimy potrzeba około 0,5 g do 2,0 g przy uzależnieniu i około 0,5 g dla przeżycia inicjacyjnego. Kobiety potrzebują mniej gdyż są bardziej otwarte, nie potrzebują przyjąć tak dużo dla przeżycia inicjacji lub uwolnienia się od kokainy. Kokaina nie powoduje przytłaczającego fizycznego symptomu odstawienia. Wywołuje jedynie głód umysłowy, z którym ibogaina radzi sobie dobrze gdyż oddziaływując na biochemię mózgu produkuje metabolit, który blokuje receptory odpowiedzialne za głód u uzależnionych.  Ale także blokuje on receptory nie uzależnionych, co, uważam, ma związek ze zdolnością do przejścia w stan mniej reaktywny w sytuacjach pewnego rodzaju zwyczajów, notorycznych zwyczajów odnoszenia się itp.

Pokazałem tą cząsteczkę pewnemu biochemikowi, który powiedział, że się w niej zakochał i porównał ją do ayahuasca (narkotyk używany w religii Inków – przyp. tłum.) z dodanym komponentem, dodatkowym szlifem do diamentu, do ibogainy, który to komponent pozwala człowiekowi zachować w pamięci informacje otrzymane w czasie jej działania. Zachowują one w sposób ciągły swoją identyfikację ze świadkiem lub z dorosłym, który czyni łagodniejszym uwolnienie stłumionych wspomnień lub szturm psychicznych wizji i projekcji przodków, które ożywają w czasie 20’sto 30’sto godzinnej sesji doznań z ibogainą. Do tego dochodzi trzeci komponent, metabolit, który zostaje wprowadzony do organizmu i jest wydalany przez okres tygodni lub miesięcy. W przypadku innych środków psychoaktywnych ich działanie kończy się w chwili ich wydalenia z organizmu. Przy ibogainie, ibogaina jest usuwana z organizmu szybciej niż aspiryna ale jej efekt trwa i tworzy te okna, trzy dni, dziesięć dni trzy miesiące. Bardzo często dostaję po miesiącach telefony od ludzi, którzy mówią mi “W końcu pojąłem, zrozumiałem o co chodziło, ponieważ w wyniku zmiany definicji tego ‘kim myślałem, że byłem’, głębiej zajrzałem do wnętrza i teraz wszystkie moje intencje, z którymi się zetknąłem zostały zrozumiane”.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy próbowali wielu środków psychoaktywnych i którzy na początku byli bardzo sceptyczni co do możliwości przedłużonego, trwającego tygodnie lub miesiące działania, którzy jednak są przekonani, że taki fakt miał miejsce w ich doświadczeniu trwającym miesiące po tym jak przyjęli ibogainę.  

Poleciałeś zatem na Karaiby bo nie mogłeś przywieźć tego do Stanów?

Nie, to byłoby przestępstwo. Jest to ciągle pierwszej klasy narkotyk. Musiałem organizować sesje na wodach międzynarodowych, na Karaibach.

Ile takich sesji przeprowadziłeś na Karaibach?

Kiedy pierwszy raz tam przyjechałem, żadnej. Zostawiłem tylko towar. W dniu, w którym wróciłem do domu znajoma psychoterapeutka miała rozdział z niedrukowanej już książki zwanej Uzdrawiająca Podróż Claudio Naranjo, chilijskiego terapeuty pozostawionej przez klienta.  Książka ta miała rozdział “Ibogaina fantazja i rzeczywistość”. Nie wspomniała, że miała przyjaciela, który rozpoczynał jakieś działania w tym zakresie – był to jeden z tych niezwykłych zbiegów okoliczności, które umożliwiły nam eksperymenty z dawkowaniem.

Początkowo używaliśmy bardzo niskie dawki terapeutyczne stosowane przez Naranjo i zaczęliśmy eksperymentować z ludźmi, którzy chcieli przyjechać na Karaiby na sesje terapeutyczne. Były to sesje terapeutyczne, których zamierzeniem było przywołanie stłumionych wspomnień z dzieciństwa. Potem zaczęliśmy eksperymentować z dawkami nieco wyższymi, na poziomie 8-12 mg na kilogram, mogliśmy skończyć z sesjami ukierunkowanymi i prowadzić je również z ludźmi szukającymi pełnego doznania inicjacyjnego, w którym mogli być poddani działaniu pełnej esencjonalnej energii tej rośliny.

Ile początkowo brałeś za sesję?

Początkowo 3,21$ za miligram co dawało 2500$ w przypadku osoby ważącej około 80 kilogramów. Później mogłem zejść do 2,14$ za miligram. Ale jeżeli ktoś nie może sobie na to pozwolić mam miejsce, gdzie jest taniej. Mogę zejść do 1,50$ za miligram co jest mniej niż połowa tego co było na początku.  A jeżeli ktoś rzeczywiście nie może sobie nawet na to pozwolić i stuka do moich drzwi wystarczająco mocno, czy to w celu inicjacji czy też przerwania uzależnienia, zrobimy to dla niego za tyle na ile może sobie pozwolić lub za darmo. Mamy nadzieję i przypuszczamy, że istnieją tacy którzy mogą zapłacić pełną cenę  lub nawet więcej i że możemy stworzyć elastyczną, stopniową skalę dla narkomanów, których na to nie stać, bo większość narkomanów właśnie na to nie stać.

Ile sesji przeprowadziłeś w ciągu ostatnich siedmiu czy ośmiu lat?

Od 8 marca 1992 przeprowadziliśmy około 175 sesji; połowa dla narkomanów połowa dla inicjacji.

Z pośród narkomanów, których poddałeś zabiegowi, ilu odniosło sukces w przerwaniu uzależnienia?

Według mnie wszyscy odnieśli sukces ale jeśli masz na myśli liniowy wynik w kategorii ilu z nich wyeliminowało uzależnienie od używanej przez nich substancji na zawsze, powiedziałbym, że po pierwszej pojedynczej sesji 30% z 40’sto – 50’cio latków i 70% z 20’sto i 30’sto latków wróciło z powrotem do narkotyku. Przyczyną tego jest to, że im ludzie są starsi tym więcej zdążyli ponieść strat i osiągnęli pewien poziom twardego dna, z którego mogą odnieść korzyść z ibogainy. Stracili rodziny, dzieci, domy, pracę, zdrowie i nie rzucają już świata na kolana, dlatego biorą to bardziej serio. I mają już dosyć swojego uzależnienia.

Ludzie w wieku 20’stu 30’stu lat jeszcze się bawią, poszukują. Jeszcze nie stracili wiele i zazwyczaj doznają silnego wpływu tego przeżycia, ale często nie prowadzą dalszej terapii, która jest bezwzględnie konieczna by odnieść pełną korzyść z tego procesu. Po przyjęciu ibogainy występuje paromiesięczny okres, w którym człowiek staje się otwarty, bardzo wrażliwy i podatny na odbieranie wielu informacji o sobie i przyczynie, dla której stał się osobowością uzależnioną.

Jeżeli nie dołączą do grupy wzajemnej terapii i/lub nie będą prowadzić pracy nad sobą, pewnego ranka obudzą się i z powrotem doznają głodu.

Ale jeżeli przez następne parę miesięcy wykonają tę pracę to w momencie gdy metabolit zostanie wydalony z ich receptorów, ich zachowania będą już zmienione wystarczająco głęboko, tak że wydalenie metabolitu będzie OK. Zdążyli już dokonać zmian w sobie i głód nie powróci.

Czy ty sam też przeżyłeś uzależnienie czy też była to był rzecz, o której trzeba było mówić i ty byłeś tym kto miał to zrobić?

To drugie i to jest przyczyną, że sam nie prowadzę sesji przerywających uzależnienie. Choć przeprowadziłem kilka początkowych i zaaklimatyzowałem do pracy z ludźmi, którzy byli uzależnieni, do stopnia, w którym byli mi wdzięczni za umożliwienie sesji, nigdy nie czułem się komfortowo w tej roli. Zostawiam to ludziom, którzy mają inklinację do tego typu pracy.... byłym narkomanom, lub ludziom, którzy mają powołanie do pracy z narkomanami. Znam wielu sympatycznych zawodowców, psychiatrów i lekarzy, naprawdę na całym świecie, którzy prowadzą sesje przerwania uzależnienia. I umożliwiam sesje inicjacyjne.

Kiedy organizujesz 20-sto – 30-sto godzinne sesje nie jest to dla ciebie męczące?   

Męczące w jeden sposób. Jest to męczące w aspekcie psychicznym, ale jest bardzo kojące w innych aspektach ponieważ jako organizator nie ma się wiele do roboty. Z terapeutycznego punktu widzenia nie włączam się w żaden sposób. Pomagam jedynie dotrzeć ludziom do łazienki lub napić się wody a moja misja dotyczy okresu poprzedzającego i następującego, kiedy się zbliżamy. Chodzimy na spacery po plaży w czasie kiedy oni zaczynają czuć potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami i ich odniesieniem do wzorców zachowań w ich życiu. Ale sam proces jest tak wewnętrzny, że ja spędzam z daną osobą tylko pierwsze pięć do sześciu godzin, potem osoba ta zaczyna się czuć na tyle swobodnie, że mogę wyjść na godzinę. Wracam i sprawdzam i znowu wychodzę. Jestem w zasięgu ręki przez cały wieczór ale każdy daje sobie radę sam czuje się bardzo swobodnie, bardzo bezpiecznie i bardzo zaabsorbowany tym co dzieje się w jego wnętrzu przez 20-30 godzin, zatem jest to bardzo prosta sprawa do zorganizowania.

Czy miałeś kiedyś trudne do opanowania przypadki ostrych niekontrolowanych odurzeń lub prób przeciwstawiania się zachodzącemu procesowi?

Nie. Nie w czasie sesji ibogainowej. We wczesnym okresie naszych eksperymentów natknęliśmy się na człowieka, który był terapeutą, i który nie powiedział nam, że gdy wcześniej zajmował się psychoterapią miewał załamania psychiczne[ii].  Jest on terapeutą, który w pewnym stopniu pomógł nam wszystkim i skończył otwierając przed nami osobowość dziesięciolatka, co wprowadziło nas w stan prawdziwego zakłopotania. Stał się jakby dzieckiem. Rozmawialiśmy z jego psychiatrą, który powiedział nam, że uratował go z kilku załamań psychicznych i odwiódł od kilku prób samobójstwa.  Człowiek ten uważał, że w ten sposób mógł dotrzeć do informacji nic nie mówiąc swojej żonie ani nawet nam o jego historii. Wtedy zrozumieliśmy, że istnieją pewne kryteria psychiatryczne, których musimy się trzymać by proces mógł odbywać w świecie zachodnim. Ponieważ jeżeli jesteś w Indiach, masz 30 lat i przemawiasz do “pluszowego niedźwiadka” potraktują cię z szacunkiem i zaprowadzą cię do ashramu[iii],  założą ci pieluchę wiedząc, że jest to jeden z czterech stanów w drodze do oświecenia.  Nie potraktują cię Thopraziną i nie będą się starali doprowadzić cię do “używalności”; pozwolą ci przejść przez proces, który się w tobie odbywa ten naturalny proces utraty ego stadnego. Ale na Zachodzie nikt tego nie szanuje, nikt tego nie rozumie, nie ma tam centrów pomocy takich jak ashram, lub jest ich bardzo niewiele, gdzie człowiek mógłby znaleźć kontekst dla tego doznania. To, w połączeniu z  tym co robimy, jest tak kontrowersyjne, że postanowiliśmy być bardzo ostrożni i ludzie muszą spełniać pewne kryteria psychiatryczne. Dzięki Bogu to się stało bardzo wcześnie i był to tylko ten jeden jedyny przypadek, ponieważ potem wszystkich sprawdzałem i zadawałem im specyficzne pytania na temat ich wcześniejszych doświadczeń z psychoterapią i kilkoma innymi aspektami.

Czy w czasie sesji miałeś kiedyś przypadek osoby, której podałeś to co uważane było za bardzo dużą dawkę i u która nic nie czuła?

Była jedna (która nie czuła zupełnie nic), niezwykle fascynująca.

Była również garść ludzi, którzy odczuwali bardzo niewiele po pełnej dawce, ale nawet w przypadku tych ludzi widzę niezwykłą  pomysłowość rośliny pomagającej wywołać doznanie. Ludzie dostają od niej to czego potrzebują i to jest ta niezwykła tajemnicza zdolność tej rośliny, pomoc w dawaniu ludziom dokładnie tego co potrzebują.

Przychodzi mi do głowy jedna szczególna kobieta. Ta kobieta, która od czasu gdy była młodą dziewczyną, dokładnie wiedziała co chciała robić. I robiła wszystko to co chciała robić. Powiedziała, że w całym swoim dwudziestoletnim życiu ani razu nie obudziła się sfrustrowana lub nieszczęśliwa, po za tym jedynym razem gdy przyjęła ibogainę, ponieważ spodziewała się że będzie wypełniona wszystkimi tymi obrazami i dogłębnym zrozumieniem. Leżała w łóżku przez około 30 godzin i absolutnie nic się nie stało. Żadnych obrazów, żadnego zrozumienia, żadnych wizji. Następnego ranka obudziła się sfrustrowana, ponieważ w świecie Zachodnim, szczególnie w społeczności “new age”, nie istnieje wyobrażenie lub zrozumienie bardzo istotnej części tego co nazwałbym formułą duchową. Ma ona dwie nogi. Jedna kreuje zdrowe poczucie mojego ja czy ego a druga je ofiaruje lub oddaje. I musisz osiągnąć najpierw pierwszą by móc osiągnąć drugą. A ona dokonała tego nie zdając sobie z tego sprawy, dalej szukała dróg wzmocnienia samej siebie; drogi by mieć zdrowe, mocne poczucie jej ja lub ego czy też identyfikacji, i nic się nie wydarzyło.
Była tak rozczarowana, że spędziła z mężem kolejne dziesięć dni w Costa Rica odpoczywając a po powrocie poinformowała mnie, że wykorzystuje tylko jedną trzecią energii poprzednio potrzebnej jej do pracy. Przestała palić marihuanę, którą przedtem paliła codziennie i weszła w stan świadomości jedności, który trwał przez jedenaście miesięcy dzień i noc. Trwała w stanie, do którego nie udało się jej zbliżyć wcześniej po za wyjątkiem kilku krótkich chwil. I zacząłem rozumieć to kontekstowo, nie miało znaczenia czego dana osoba doświadczała, czy było to szesnaście godzin wizji, które ktoś opisał mi na trzydziestu czterech, gęsto zapisanych stronach maszynopisu, czy absolutnie nic. Behawioralnie, wszyscy byli potem w stanie zmienić swoje przyzwyczajenia, zmienić swoje podejście do pewnych zasad i do swojego życia. Powoli zaczynałem uwalniać się od nawyku dawania ludziom tego co chcieli i coraz bardziej zaczynałem akceptować ich proces dawania sobie samym tego co było im potrzebne.

Czyli choć nie doznała tego czego oczekiwała i chciała, jej przeżycie było bardzo przeobrażające i było tym czego w życiu potrzebowała, choć nie zdawała sobie sprawy, że to było właśnie to czego potrzebowała?

Dokładnie. Po przeprowadzeniu wielu sesji zrozumiałem, że w cebuli są warstwy. Na przykład, kiedy pracuję z osobowością obsesyjną lub nałogową dotknie ona o wiele głębiej swojej depresji. Jeżeli pracuję z osobą w stanie depresji dotknie ona o wiele głębiej swojego gniewu, który maskuje depresja. Jeżeli są zagniewani głębiej dotkną swojego smutku. Od smutku ludzie dotkną radości. Gdyby przyszli ludzie, którzy byliby szczęśliwi i doskonale funkcjonalni dotknęliby głębokiego poziomu pustki. A gdyby przyszli ludzie z poczuciem pustki doznają oświecenia.

Czy miałeś kiedyś klientów, którzy okazali się poszukiwaczami mocnych wrażeń, nowego haju?

Miałem dwóch. A ich doświadczenie było bez znaczenia. Nie wykazali żadnej interesującej reakcji ponieważ to musi być pielgrzymka.

Czy słyszałeś o zgonach lub pomocy medycznej po zażyciu ibogainy?

Słyszałem o paru dobrze udokumentowanych w Europie, ale wszystko wskazuje na to że było to związane z heroiną. Ofiary musiały mieć w sobie lub zażyć heroinę w trakcie sesji ibogainowej. Ibogaina wzmacnia działanie heroiny, dlatego nie można przyjmować ich jednocześnie. To były jedyne przypadki śmiertelne, o których słyszałem.

Czyli nie były to przypadkowe przedawkowania, tylko błędy tych, którzy zażyli.

W taki sposób zostało to udokumentowane w literaturze. Sądzę, że zarówno w Holandii jak i w Szwajcarii.

W czasie poprzedniej rozmowy wspominałeś, że szukasz gościnnego kraju, w którym mógłbyś założyć instytut. Jak ta sprawa się rozwija?

Posuwa się do przodu. Departament zdrowia w Costa Rica jest stale zainteresowany i tłumaczymy dla nich wymaganą literaturę. Nie cofnęliśmy się ale postęp w kierunku powstania centrum, w którym moglibyśmy robić to legalnie jest bardzo powolny. Im szybciej tym lepiej.

Ile razy ty sam przyjąłeś ibogainę?

W czasie gdy pracowaliśmy z małymi dawkami zażyłem je dwa razy potem parę razy średnie dawki, ostatnim razem było to ponad dwa lata temu. Niedługo zamierzam przyjąć ją jeszcze raz.

Z jakich osobistych powodów?

Bardzo unikalnych i innych dla każdej sesji, tak jakby za każdym razem doświadczała inna osoba, ponieważ za każdym razem moja intencja była inna. Najpierw chciałem zbadać sprawy związane z moją matką, zbadałem również  sprawy związane z moim ojcem, bardzo specyficznie odżywające wspomnienia, które zdefiniowały moje stosunki z ojcem i ich wpływ na mój stosunek do świata. Zaraz po tym jak projekt zaczął się rozwijać i zmieniać. Gdy zacząłem swobodnie używać pewnych sposobów definiowania siebie poprzez mój stosunek do ojca, projekt zaczął się zmieniać.

Drugie doświadczenie dotyczyło mojej mamy, a mój stosunek do kobiet i do siebie samego zaczął się po tym zmieniać. Sądzę, że stosunek do matki określa sposób, w jaki czujesz siebie samego a stosunek do ojca określa twój stosunek do ludzi, pieniędzy, projektów.
Trzecie i czwarte doświadczenie było zupełnie inne. Były to inicjacje, w których zostałem wtajemniczony w esencjonalną energię rośliny. W czasie jednej z nich przez trzy i pół godziny znajdowałem się w stanie transcendentalnym, kiedy nie myślałem a jedynie odczuwałem “bycie”. Było to podobne do stanu transcendentalnego jakiego doświadczałem w moich latach dwudziestych, gdy całymi miesiącami spędzałem sześć do czternastu godzin na medytacjach.

Czy przy tych średnich dawkach, które zażyłeś miał miejsce jakiś dialog między tobą a rośliną?


Miał miejsce u wielu ludzi ale nie u mnie. Bardziej, było to przytłaczające poczucie jej obecności, jej niezwykłej siły i jej niezwykle dobroczynnych efektów. Było to uczucie organicznej męskości i niewyobrażalnego kobiecego piękna w sensie dostępności i gotowości rośliny nie konfrontowania na siłę tego czego oglądać więcej się nie chciało.

Zatem nie była agresywna?

Ale była taka silna – bardzo interesująca.

Od jak dawna istnieje tradycja używania ibogi ?

Antropologowie i paleontologowie  powiedzieli mi, że początek ewolucji człowieka miał miejsce w Rift Valley, w wschodnim Zairze. Jest to miejsce, z którego zwyczaj ten pochodzi. Niektórzy uważają, że jest to jedna z odmian drzewa życia. Czy to prawda czy nie, kto wie ale ludzie, którzy przynieśli ją z tego terenu byli jednymi z najszczęśliwszych ludzi żyjących w późnym Paleolicie jako myśliwi i zbieracze.

Bwiti?

Nie, Bwiti otrzymali ją od tych ludzi 300 lat temu. Mówię o pigmejach, którzy żyli w Rift Valley 20 000 lat temu. Oni nadal widzą życie jak nóż w wodzie. Nie mają historii, przeszłości, przyszłości, ciągle zachowują symbiotyczny związek z ziemią, podczas gdy Bwiti i inne plemiona stworzyły z tego religię. Nie zgadzam się z tym, że ludzie nazywają ją bogiem Bwiti, ponieważ nie jest to Bwiti. Bwiti są w tym jeszcze nowi, to jest tylko 300 lat. Zrobili z niej religię w sposób w jaki każda kultura tworzy swoją religię, wyniósłszy ją na piedestał i zrezygnowawszy z własnego poczucia odpowiedzialności.

Idziesz tą drogą od dziewięciu lat. Czy to cię wypełnia?

Wypełnia we wspaniały sposób.

Czy zamierzasz to robić przez resztę swoich dni?

Hm, wiem tylko, że tak jest dzisiaj. Nie wiem co czeka mnie jutro. Żyję z godziny na godzinę. Zazwyczaj nie myślę w kategoriach celów, wolałbym się nie zepsuć. Robię to co jest przede mną do zrobienia. Bardzo często nie wiem co zrobię gdy się obudzę. Ale czuję, że pędzę do przodu wraz z energią lub czymś co posiada swoją własną energię. I tak długo, jak jestem w to zaangażowany, jestem wdzięczny wszystkim, którzy pomagają. Coraz mniej zależy mi na tym by uważać to za mój projekt.



[i] FDA – Federal Drug Administration, Odpowiednik polskiego PZH

[ii] Psychoza, choroba psychiczna przebiegająca z zaburzeniami myślenia, spostrzegania, woli, uczuć, intelektu, powodująca zwykle trudności adaptacyjne i zaburzenia kontaktu. Najczęściej chory dotknięty psychozą nie ma poczucia choroby.

[iii] Ashram, w Hinduizmie każdy czterech duchowych stanów czy stadiów życia, przez które powinien przejść wierzący, „dwukrotnie urodzony” Hindus. Tu miejsce religijnego odpoczynku, odizolowania medytacyjnego.