Historia odkrycia i... ukrycia Ibogainy

Maciej Trojanowski© 2003

Historia odkrycia i.... „ukrycia” Ibogainy jest niezwykła. W latach 60-tych w USA panowała era Hippies i Psychodelic’u. LSD, kokaina, heroina i inne substancje używane były jako środki do osiągnięcia odpowiedniego stanu wzbudzenia, stanu potrzebnego do realizacji „celów programowych” różnych ruchów i grup zainteresowań: poszukiwania wiedzy i inspiracji we wnętrzu samego siebie. Wśród wielu, oferowanych na czarnym rynku, środków znalazł się wyciąg z korzenia afrykańskiego krzewu Tabernanthe Iboga, alkaloid o mocno stymulującym i halucynogennym działaniu, Ibogaina.

Wielu eksperymentujących psychonautów musiało w tamtych czasach wziąć raz lub więcej razy dawkę Ibogainy, ale tylko jeden z nich potrafił zrozumieć i wykorzystać jej niezwykłe działanie. Tylko jeden z nich spostrzegł, że choć wywołane przez nią wizje przypominają te powodowane przez LSD, to jej działanie na organizm niesie z sobą jeszcze coś więcej...

W 1962 roku Howard Lotsof, 19-letni narkoman z Bronx’u, przypadkowo wszedł w posiadanie dawki Ibogainy i przyjął ją. Podróż była na pewno niezwykła. Dużo bardziej niewiarygodne było to, że gdy z niej wrócił przestał odczuwać potrzebę wzięcia heroiny. W rezultacie przyjął pięć co raz większych dawek Ibogainy w tygodniowych odstępach. Od czasu tej autoterapii pozostał czysty przez trzy i pół roku. Potem głód heroiny powrócił ale nie udało mu się znowu kupić Ibogainy. Wrócił do nałogu na półtora roku i w końcu podjął kurację metadonem. Zdając sobie sprawę z uwięzienia w zaklętym kręgu, udało mu w końcu się przejść detoks od metadonu, głównie dzięki doświadczeniu zdobytemu wcześniej z Ibogainą.

W roku 1980, po tym jak udało mu się ustabilizować jego życie, Howard Lotsof podjął działania w kierunku udostępnienia Ibogainy jako powszechnego środka przerywającego uzależnienie. W 1986 założył NDA International, Inc., firmę mającą promować badania nad tą substancją i w rezultacie wprowadzenie na rynek Ibogainy pod handlową nazwą Endabuse.

Niestety jego zamierzenie skazane było na porażkę. Jeszcze w latach 60-tych władze amerykańskie przerażone rozmiarem i skutkami szerzącej się narkomani wydały bezpardonową walkę handlowi i używaniu narkotyków. Podjęte w tamtych latach uchwały Kongresu zabroniły nie tylko dystrybucji ale i posiadania najmniejszych choćby dawek substancji psychostymulujących zawartych w specjalnie opracowanym i obowiązującym oficjalnym wykazie. Władze nie patyczkowały się wcale. Choć ujawnione dokumenty CIA potwierdzają, że działanie Ibogainy przerywające uzależnienie od opiatów znane było władzom amerykańskim już na początku lat 60-tych, z przyczyn nieznanych, których natury możemy się jedynie domyślać, Ibogaina, jako jedna z substancji halucynogennych oferowanych na czarnym rynku, została umieszczona w wykazie substancji zabronionych i sklasyfikowana jako narkotyk I-szej klasy.

W efekcie starania Howarda Lotsofa zarejestrowania Endabuse, jako leku spełzły na niczym. Nie jest bowiem łatwym zadaniem dla pojedynczego człowieka, lub niewielkiej, słabo zamocowanej grupy sponsorów zmienić obowiązujące prawo, za którym stoją autorytety polityczne, a być może także interesy finansowe najbardziej wpływowych ludzi tego kraju. Sytuację pogorszył fakt, że Howard Lotsof stał się właścicielem pięciu patentów  dotyczących leczenia Ibogainą. Uzyskanie tych patentów przez Lotsofa pogrzebało możliwość zainteresowania się firm farmaceutycznych tym tematem. Przemysł farmaceutyczny rządzi się przecież prawami ekonomicznymi. Wprowadzenie na rynek zupełnie nowego leku wymaga wydania fortuny na badania kliniczne, potwierdzające jego skuteczność i bezpieczeństwo. Zazwyczaj, przed rozpoczęciem takich badań patentuje się lek, jego stosowanie i technologię produkcji, dopiero potem rozpoczyna się same badania kliniczne, które mogą trwać nawet 25 lat. Ochrona patentowa ma za zadanie zapewnić firmie inwestującej w badania dochody konieczne do pokrycia poniesionych kosztów i zyski w przypadku pomyślnego zakończenia procesu rejestracji leku.

Howard Lotsow, choć z moralnego punktu widzenia, jako odkrywca, miał prawo do otrzymania patentu na Ibogainę, jednak wykonując ten, być może, nie do końca przemyślany, manewr zamknął na kilkanaście następnych lat możliwość wprowadzenia na rynek tej dobroczynnej substancji. Mimo wysiłków różnych ludzi, ruchów narkomanów i organizacji zwalczających lub zapobiegających narkomanii, do dnia dzisiejszego nie udało się nie tylko zmienić stanowiska FDA w tej sprawie, ale nawet swobodnie rozpocząć badań subklinicznych niezbędnych do spowodowania zmiany sposobu myślenia decydentów. W połowie lat 90’tych wyglądało wprawdzie, że dokonany został przełom w postawie władz FDA ale rozłam między Howardem Lotsofem i Deborah Mash (z University of Miami, która prowadziła pierwsze oficjalne próby subkliniczne w NIDA [National Institute for Drug Addiction]) i ich walka między sobą rozwiały te nadzieje. Promotorzy Ibogainy w USA to przede wszystkim byli narkomani, którym dzięki Ibogainie udało się zerwać z nałogiem. Ich narzędziem nacisku jest protest publiczny i poparcie ze strony nauki. Te środki działają jednak zbyt wolno. Poświęcone Ibogainie konferencje lub marsze odbywają się od czasu do czasu przynosząc nadzieję rychłego jej zalegalizowania, jak dotąd jednak bezskutecznie. Wszystko wskazuje na to że jedyny sponsor, który mógłby sfinansować wprowadzenie na rynek Ibogainy, rząd USA, nie jest tym zainteresowany. Paradoksalnie, Ibogaina nie jest dostępna w USA, a jej posiadanie jest przestępstwem.

Co jest tak niezwykłe w Ibogainie to to, że jako środek przerywający uzależnienie nie tylko blokuje głód narkotykowy na około 6 miesięcy, ale również niemal całkowicie eliminuje zespół abstynencki. Abstynencja dla uzależnionego jest doświadczeniem powodującym takie osłabienie organizmu, że w ekstremalnych przypadkach może mieć fatalne skutki. W tym odniesieniu Ibogaina jest tak skuteczna, że narkomani poddani kuracji poproszą o większe jedzenie w 24 – 36 godzin po ostatnim braniu, rzecz nie do wyobrażenie w normalnych warunkach.

Ten nie do końca wyjaśniony proces chemiczny stanowi tylko jeden aspekt działania Ibogainy. Krucjalne znaczenie dla terapii ma sama podróż. Jak w swoich badaniach stwierdził Naranjo, przeżyte doznanie pozwala uzależnionemu pogodzić się z doświadczeniami życiowymi, które doprowadziły go do manifestowania zachowania narkomana. Każdy terapeuta potwierdzi, że jest to warunek niezbędny dla uzyskania długotrwałego efektu.

Badania nad skutecznością Ibogainy prowadziły różne instytucje, z których warto tu wymienić ICASH (Interational Coalition for Addict Self-Help), która w 1990 roku potwierdziła na 9 pacjentach wyniki Lotsofa. Do końca 1992 roku przeprowadziła ona 21 skutecznych kuracji. ICASH zapoczątkowała parakliniczne stosowanie Ibogainy przez uzależnionych dla uzależnionych wykorzystując metodologię nabytą od holenderskiej organizacji DASH (Dutch Addict Self-Help) działającej metodami partyzanckimi.

Te i inne badania potwierdziły, że Ibogaina jest skuteczna w przerywaniu uzależnienia od szerokiej gamy substancji włącznie z heroiną, metadonem, kokainą i amfetaminą, alkoholem, nikotyną a nawet leków.

Mechanizm Działania Ibogany

Według pracy Dr Popika działanie Ibogainy, z grubsza mówiąc, polega na blokowaniu receptora NMDA jednego z pobudzających aminokwasów (są dwa: kwas glutaminowy i asparaginowy [NMDA]). Receptor ten uczestniczy w przekazywaniu informacji między neuronami w mózgu. Dzięki jego zablokowaniu informacja o głodzie narkotykowym najprawdopodobniej nie dociera do miejsca, które powoduje powstanie zespołu abstynencyjnego. Dzięki temu uzależniony, jeśli chce, nie musi przyjmować narkotyku lub substancji, od której jest uzależniony i to bez żadnych konsekwencji. Działanie takie może się utrzymywać do sześciu miesięcy po przyjęciu jednokrotnej dawki, choć u wielu trwa ono przez znacznie krótszy okres czasu.

Dr Popik ostrzega w swojej pracy, że Ibogaina niszczy komórki móżdżku u szczurów, sugerując, że podobny proces może mieć miejsce w czasie terapii u ludzi, to jednak z informacji, które posiadam wynika, że cytowana przez niego praca O’Heran i Molliver’a z 1993 roku została negatywnie zweryfikowana w późniejszych badaniach. Zgodnie z moją najlepszą wiedzą nie istnieją podstawy, by sądzić, że Ibogaina nie jest bezpieczna w dawkach niezbędnych do hamowania uzależnień. Z rozmowy z Dr Popikiem zrozumiałem zresztą, że jest on bardziej zainteresowany dekstrametorfanem (DMH), substancją przeciw wykrztuśną (wchodzącą w skład wielu syropów przeciw kaszlowych) o bardzo podobnym działaniu do Ibogainy a znacznie łatwiej dostępną dla przemysłu farmaceutycznego, jako że jest ona od lat produkowana i powszechnie stosowana jako składnik syropów przeciw kaszlowych. Substancja ta póki co jednak dla osób uzależnionych nie ma istotnego znaczenia ponieważ mało jest informacji na temat stosowania jej dla hamowania uzależnień. Jej przyszłość w tym zastosowaniu również jest problematyczna z powodów wynikających z prawa patentowego: Została ona opatentowana jako środek przeciw kaszlowy i nie może być ponownie opatentowana jako środek do innych celów.

Jako substancja psychotropowa Ibogaina wpływa w istotny sposób na psychikę człowieka. Jej działanie było przedmiotem badań psychiatrów. Efekty Ibogainy u ludzi najszerzej opisał Naranjo, chilijski psychiatra, który prowadził badania nad zastosowaniem Ibogainy w psychoterapii w latach 1967-1973. Obserwowane efekty podsumował jako wejście w stan podobny do snu jednak bez utraty świadomości, za to charakteryzujący się występowaniem silnych fantazji i wizji, określanych przez pacjentów jako „film” lub „podróż”. Przedmioty wizji mają charakter archetypalny (dotycząc ludzi i zwierząt) i mogą być przedmiotem manipulacji ze strony terapeuty zadającego kuracjuszowi pytania na ich temat. Pytany kuracjusz bez trudu może odpowiadać na pytania nie zapominając treści swoich wizji. Nie stwierdzono przy tym żadnych zaburzeń myślenia i uznano, że ibogaina może być doskonałym narzędziem psychoterapii, skracając jej czas przez ułatwienie przypominania sobie faktów z życia kuracjusza.

Po przyjęciu Ibogainy człowiek przeżywa dłuższą lub krótszą podróż przez zakamarki swojej pamięci. W sposób spontaniczny odgrzebują się dawno zapomniane lub celowo odrzucone fakty z jego przeszłości mające bezpośredni wpływ na jego późniejszą decyzję uzależnienia się. Są to fakty, z którymi człowiek najczęściej nie chce się pogodzić. Ucieka zatem od rzeczywistości w krainę ułudy, która kiedy raz w nią wejdzie, nie pozwala mu już z niej wyjść. Przerwanie brania narkotyku bez usunięcia psychicznej przyczyny uzależnienia jest bezcelowe, gdyż dręczący narkomana od wewnątrz niepokój, nie akceptacja wizerunku własnego lub otoczenia wcześniej, czy później spowoduje powrót do zwyczaju brania. Dlatego właśnie po każdym detoksie jedyną nadzieją jest psychoterapeuta. Silna wola nie wspomagana psychoterapią może nie wystarczyć. Po przyjęciu Ibogainy wielu uzależnionych jest jednak w stanie samemu poradzić sobie z nałogiem. Jeśli ich motywacja jest wysoka to wizje, których doświadczają pozwalają im zrozumieć i pogodzić się z przyczyną ich uzależnienia samym bez pomocy z zewnątrz. Nie należy jednak uważać tego za pewnik i przyjęcie Ibogainy uważać za załatwienie sprawy, gdyż łatwo się rozczarować, wracając do nałogu po krótkim okresie abstynencji. Jedno jest niemal u wszystkich pewne: Ibogaina w jednokrotnej dawce zapewnia komfortowy i skuteczny detoks, który umożliwia rozpoczęcie dalszej terapii lub autoterapii.

Możliwości terapii

Jakie są możliwości terapii? Można by je podzielić na dwie kategorie: sesje terapeutyczne lub autoterapia. Są one bardzo ograniczone i do tego kosztowne. Wynika to bezpośrednio ze statusu Ibogainy na świecie. Jest ona zabroniona pod groźbą kary w USA, Belgii i Szwajcarii. W innych krajach choć jej posiadanie i używanie nie stanowi przestępstwa, handel nią jest nielegalny i niesie za sobą potencjalne konsekwencje karne. Pozostaje szara strefa i związane z nią ryzyko. Ryzyko zarówno prawne jak i fizyczne, wynikające z nieznajomości źródła pochodzenia substancji.

Nie mogąc zalegalizować Ibogainy w USA Howard Lotsof zorganizował i prowadzi sesje terapeutyczne w Panamie. Początkowy cel tych sesji polegał na wykazaniu skuteczności Ibogainy i zmianie stanowiska opinii publicznej i decydentów w USA, zapewne miały one służyć również dalszemu finansowaniu promocji Ibogainy. Po rozłamie z Lotsofem, D. Mash stworzyła podobny ośrodek terapeutyczny na Karaibach. Wydawać by się mogło, że spowoduje to obniżenie kosztów i w miarę upływu czasu oraz nabywania doświadczenia, ułatwi odbycie terapii. Choć obie te osoby prowadzą niezależne kampanie na rzecz upowszechnienia stosowania Ibogainy, nawołując do poparcia ze strony wszystkich zainteresowanych stron, nawołując do ratowania umierających, pozbawionych pomocy i bezdomnych narkomanów, do ograniczenia ekspansji AIDS, organizując marsze i konferencje w różnych krajach świata, sami swoim działaniem nie budzą zaufania jako popularyzatorzy łatwej i skutecznej pomocy uzależnionym. Sesje terapeutyczne w Ameryce Środkowej są prowadzone w sposób wysoce profesjonalny z zapewnieniem najlepszej opieki medycznej. Oficjalnie Howard Lotsow motywuje to koniecznością wyeliminowania pomyłki mogącej kosztować wiele wszystkich walczących o zarejestrowanie Ibogainy jako leku. Doniesienie o śmierci lub poważnych komplikacjach po przyjęciu Ibogainy byłoby gwoździem do jej trumny w USA i co za tym idzie na całym świecie. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że z drugiej strony jest to wysoce lukratywny biznes. Wychodząc z założenia, że terapia narkomana w USA kosztuje przeciętnie życiowy dochód pracującego Amerykanina, Howard Lotsof i Deborah Mash biorą za parudniową sesję od 15.000 $ do 20.000 $ bez kosztów podróży. Jest to zatem oferta tylko dla osób bogatych, jej wysokość poważnie kwestionuje intencje deklarowane przez te osoby. A przecież można to zorganizować znacznie taniej.

Ibogainę przyjmuje się w kilku postaciach: w naturalnej i w postaci chlorowodorku znacznie ułatwiającej podanie. W pierwszym przypadku ilość, którą się połyka jest znaczna i wynosi ok. 20 gram, w drugim niewielka (ok. 15 – 19 mg/kg wagi ciała) ok. 0,8 do 1,2 grama. Z tego powodu chlorowodorek jest bardzo poszukiwany ale nie do kupienia w oficjalnej podaży a  jego cena waha w granicach 500 DM za gram. Podlega ona przy tym stałym fluktuacjom i nieliczne oferty tracą swoją ważność bardzo szybko. Cena formy naturalnej, tj. kory korzenia Tabernanthe Iboga oscyluje w okolicach 15 DM/g i podlega znacznym zmianom. Fragmenty korzenia o stosunku kory do rdzenia wahającej się między 1:1 a 1:100 i średniej zawartości ibogainy w korze 2 – 3% wynosi 3 marki za gram. Jest to forma droższa od samej kory ale ze względu na łatwość identyfikacji stanowi bezpieczniejsze źródło alkaloidu.

Rezygnując z niezwykle rozbudowanej i w większości przypadków po prawdzie zbędnej opieki medycznej, Eric Taub, Amerykanin działający w opozycji do sposobu postępowania Lostofa i Mash wychodzi z założenia, że narkoman, który wstrzykuje sobie brudną igłą nieczyszczoną heroinę ponosi daleko większe ryzyko utraty zdrowia i życia niż przyjmując Ibogainę. Eric Taub organizuje sesje poza Stanami i żąda za nie o wiele mniej: 2.500$ (te dane pochodzą sprzed 4 lat i nie wiem jak cena ta kształtuje się dzisiaj, ale nie sądzę, by była niższa, bowiem sesje terapeutyczne oferowane są niedaleko USA, a tam, według naszych standardów, wszystko jest drogie z definicji. Podobna cena, jak słyszałem, obowiązuje u terapeuty w Północnych Włoszech. W obu tych przypadkach Ibogaina podawana jest w formie chlorowodorku. Jej działanie, ze względu na łatwą absorpcję w organizmie, jest szybkie i umożliwia krótkie dwudziesto kilko godzinne spotkanie z terapeutą.

Ibogainę można także przyjąć samemu w ramach autoterapii pod właściwą opieką. W zależności od formy jej koszt będzie się wahał w granicach od 500 DM/g czystej Ibogainy w przypadku kory do 1.000 DM/g czystej substancji w przypadku chlorowodorku. Bardzo interesującą alternatywą jest skondensowany wyciąg z kory korzenia, oferowany za cenę kilkudziesięciu dolarów za gram, przy dawce wahającej się między 4 a 6 gram. Choć rzeczywista ilość przyjętej Ibogainy jest niższa, to wiele wskazuje, że ten preparat jest tak samo skuteczny, dzięki synergistycznemu (wspomagającemu) działaniu innych, zawartych w nim alkaloidów.

Ibogainowa podróż, choć pełna wizji, nie należy do doznań łatwych i przyjemnych. Pomijając możliwość konfrontacji z własnym ja, co w przypadku narkomanów na pewno jest traumatyczne, niesie ze sobą element cierpienia fizycznego. Silne działanie wymiotne Ibogainy powoduje, że odruch ten nie daje się pohamować przez kilkanaście godzin. Każdy, kto choć raz dobrze się zatruł wie jak niszczycielskie działanie na układ pokarmowy i na ogólną kondycję organizmu ma długotrwałe wymiotowanie. Czynnik taki, jak choroba morska może doprowadzić nieodpornego podróżnika morskiego do stanu skrajnego wyczerpania. W wielu przypadkach narkomani są już w złym stanie fizycznym i przyjęcie przez nich Ibogainy stanowi wyzwanie, któremu nie każdy może stawić czoła od razu. Za wolność zawsze się płaci i traumatyzm podróży ibogainowej jest najważniejszym elementem ceny za uwolnienie się od nałogu.

W naszej, polskiej rzeczywistości większość skazana jest na system radź sobie sam i co za tym idzie na najtańsze formy Ibogainy i kuracji, dlatego choć moja praca w znacznej mierze polegała na znalezieniu i przetłumaczeniu materiałów dostępnych w Internecie to jednak dla osoby chcącej pomóc samej sobie lub swojemu bliskiemu, powinna stanowić zbiór podstawowych, ale niezbędnych informacji do podjęcia decyzji związanej z Ibogainą. Choć na pewno nie jest ona wyczerpująca ma na celu dostarczenie informacji pozwalających osobie zainteresowanej zrozumienie istoty działania Ibogainy i wyobrażenie sobie jak użyć Ibogainę we własnym zakresie. W przekazywanej pracy brakuje opisów doznań Ibogaina’utów, ich wizji i późniejszych doświadczeń. Wymagają one tłumaczenia prywatnej korespondencji i mogą być dostępne na życzenie.

Bezwzględnie polecam zapoznanie się z pracą Dr Piotra Popika z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie wydaną w zeszytach Wykładów Monograficznych Instytutu Farmakologii w roku 1996 Nr. 32, Kraków. Oprócz bardzo dużego zakresu zawartej tam fachowej wiedzy teoretycznej na temat hamowania uzależnień praca ta stanowi potwierdzenie możliwości skutecznego i „bezbolesnego” hamowania uzależnień przy wykorzystaniu substancji psychotropowych.

J.M. Trojanowski© 2003

Początek strony