Morgellons

Home Strefa Tajemnic Maciej Trojanowski Tesla Silnik Johnsona Psycho Teleportacja Ibogaina Aspartam AIDS Kontrowersje Działo Orgonowe Torsion Theory EMM Perendev Morgellons

MORGELLONS

Filmy Science Fiction są miejscem projekcji najgorszych wizji człowieka. Pokazują one nie tylko obcych - obdarzone nadludzką mocą, straszliwe stwory przybyłe z innych światów, by nieść zagładę ludzkości, nie tylko odrodzone dinozaury rozszarpujące nas na części, nie tylko  potwornej wielkości owady wysysające z nas krew. Nierzadko można zobaczyć, jak pod skórą bohatera porusza się robak, którego obecność w naszym ciele jest przerażająca i myśl o takim doznaniu napawa nas lękiem i obrzydzeniem. Moment gdy wysuwa on przez skórę swoje ciało jest makabryczny.

 Dżuma XXI wieku?

Niekiedy zdarza się, że dziecko przyniesie ze szkoły wszy. Temat budzący odrazę ale nie groźny. Wystarczy kupić szampon w aptece i po sprawie. Co jednak jeśli po przeprowadzeniu wszelkich zabiegów zamiast poprawy następuje pogorszenie? Taki przypadek opisuje w bohaterka video clipu dostępnego na stronie amerykańskiej telewizji CBS http://www.cbs2.com/video. Po przeprowadzonym przez matkę odwszawieniu, u dzieci rozwinęła się dziwna dolegliwość skóry, która wkrótce przeniosła się na całą rodzinę. Co gorsze medycyna od roku nie może im pomóc.

Dolegliwość ta zwana chorobą Morgellons przynosi niesamowite uczucie, że po Twoim ciele, cały czas pełzają robaki, które żądlą i zostawiają ranki, a z nich zaczynają wychodzić dziwne ziarenka oraz wielokolorowe włókna - wspomniany video clip pokazuje jak one wyglądają. Uszkodzenia skóry mogą mieć charakter łagodny ale i  wprost oszpecający, towarzyszy im także uczucie notorycznego zmęczenia oraz poważnych zakłóceń koncentracji, bólów mięśni i stawów, zaburzenia snu, wypadanie włosów, osłabienie widzenia i inne. W praktyce osoby cierpiące na tę zagadkową dolegliwość nie są w stanie wykonywać pracy zarobkowej.

Fantazje twórców Science Fiction lubią się przeobrażać w rzeczywistość. Czy tak jest i w przypadku wyżej wspomnianych robaków. Choć może to z czym mamy do czynienia nie jest aż tak spektakularne jak w filmach, jest dziwne i zatrważające. Niektórzy określają to mianem dżumy XXI wieku.

Medycyna nie wie co to za choroba?

Gdy ciało pokrywa się niegojącymi się ranami po otuchę udajemy się do dermatologa. Kiedy opisujemy mu nasze symptomy i spotykamy się z niedowierzaniem zaczynamy czuć się nieswojo. W końcu - odczuwamy to co odczuwamy.  Może nie jesteśmy w stanie opisać naszych odczuć wystarczająco przekonująco, a może po prostu lekarz nas nie rozumie. Wówczas idziemy do kolejnego lekarza i tak dalej aż do skutku... Tak postępują cierpiący na Morgellons i najczęściej czują się rozczarowani kolejnymi wizytami, nie przynoszą one bowiem ani pociechy ani lekarstwa.

           Prawdą jest, że objawy Morgellons są w zasadzie identyczne z objawami innej znanej choroby o podłożu psychosomatycznym, tzw. delusional parasitosis czyli po polsku „urojonego zasiedlenia przez pasożyty” (jest to nazwa medyczna). Dermatolodzy amerykańscy nie mogąc ustalić istoty tego z czym mają do czynienia, chętnie przyjęli opinię, że Morgellons to zaburzenie psychotyczne i jako takie należy je leczyć. Używają w tym celu leku antypsychotycznego o nazwie Pimozide, który stosuje się właśnie w leczeniu urojonego zasiedlenia przez pasożyty. W przypadku, gdy lek ten jest skuteczny, pacjent łatwo zapomina, że z jego ciała wystają jakieś włókna i to stanowi potwierdzenie właściwej diagnozy. Co jednak, gdy mimo stosowanej terapii włókna z ciała nadal wystają?

           Wielu dermatologów, zwolenników teorii urojonego zasiedlenia przez pasożyty uważa, że wychodzące z ciała włókna to część urojenia lub fragmenty włókien pochodzących z dywanów, odzieży lub opatrunków nakładanych na chore miejsca. Objawy, na które skarżą się pacjenci dermatolodzy z entuzjazmem przypisują raczej różnym innym chorobom lub stanom medycznym. Wśród nich wymienia się infekcje skóry czyli cellulitis (nie mylić z cellulite, zmianą o charakterze kosmetycznym), obsesyjne drapanie się lub zrywanie skóry, alergie, wszawice, świerzb, łojotok, grzybicę i wiele innych. Jednak nie wszyscy dermatolodzy amerykańscy podzielają te opinie. Sprawa jest wysoce kontrowersyjna.

Cierpiących na Morgellons jest w USA około dziewięciu tysięcy, mimo to medycyna nie jest w stanie postawić diagnozy: czy mamy do czynienia z nową jednostką chorobową i jaką?

Morgellons Research Foundation.

Okazuje się, że przypadłość ta wcale nie jest nowa. Już w końcu XVII wieku opisał ją Sir Thomas Browne, jako endemiczną chorobę dziecięcą w Langwedocji, charakteryzującą się występowaniem na plecach wysypki z ostrymi włosami. Chorobę tę nazwał w swoim opisie - Morgellons. Oczywiście nie ma bezpośredniego dowodu, że to ta sama choroba, bo dzisiejsza jej forma występuje także u dorosłych, ale spekulacje idą w tym kierunku. Co więcej jej nazwa też nie musiała być taka, jako że Sir Browne mógł przekłamać jej brzmienie. W 1935 roku brytyjski lekarz dr C.E. Kellett sugerował, że Morgellons, to prowansalski termin masclous oznaczający „małe muszki”. Między opisem Sir Browne’a i dzisiejszymi objawami można dostrzec analogie, ale zauważyć należy dość istotną różnicę: wspominane włókna wystające z ciała nie wyglądają na włosy, wprost przeciwnie są różnych kolorów – białe, zielone, czerwone, niebieskie czy żółte. Nazwę Morgellons zaś wprowadziła do użytku Mary Leitao z McMurray w Pensylwanii, zapożyczając ją od Thomasa Browna i tak już zostało.

            Mary Leitao dokonała także czegoś więcej. Sfrustrowana diagnozą lekarza, który uznał anomalną wysypkę u jej dwuletniego syna za egzemę, postanowiła obwieścić światu prawdę o  Morgellons i rozwiązać tajemnicę tej choroby. W tym celu w roku 2002 założyła fundację zwaną Morgellons Research Foundation. Będąc z wykształcenia biologiem, piastuje tam stanowisko dyrektora wykonawczego i prowadzi szeroką kampanię medialną mającą na celu zwrócić uwagę rządu i kongresu USA na potrzebę przeprowadzenia badań mających ustalić pochodzenie i sposób leczenia tej choroby.

 Włókna nie podobne do niczego.

Idąc niejako na łatwiznę amerykańscy dermatolodzy uznają deklarowane przez pacjentów objawy Morgellons za urojone zasiedlenie przez pasożyty, jednak diagnoza taka nie zadawala  chorych znających swój stan i dolegliwości. Przekonanie wśród dermatologów, że mają rację jest tak głębokie, iż informacji od pacjentów skarżących się na wystające ze skóry włókna lub granulki nie biorą poważnie i przypisują im cechę urojenia. Stanowi to swoiste robienie wariatów z ludzi, którzy obserwują swoją dolegliwość bardzo dokładnie. Stosowane terapie, jeżeli nie opierają się o antypsychotyczny Pimozide mają charakter terapii doraźnych, niekiedy skutecznych. Można znaleźć doniesienie o lekarzu, chcącym pozostać anonimowym, który uważa, że zmiany na skórze to efekt notorycznego drapania się. W celu wyeliminowania tego czynnika zakłada na chore miejsce po prostu opatrunek gipsowy uniemożliwiający cierpiącemu dostęp i osiąga wygojenie. Trudno jednak wyobrazić sobie taki opatrunek założony na kilka tygodni na twarz, szyję czy głowę.

Czy nie należy zatem pochylić się nad Morgellons głębiej? Wśród gości reporterki CBS Mary Beth McDade znalazła się pielęgniarka terapeutyczna Ginger Savely, która leczyła ponad sto osób chorych na Morgellons. Pierwszych pacjentów, tak jak wszyscy lekarze, uważała za stukniętych. Jednak w wywiadzie dla CBS wypowiedziała znamienne zdanie: „Kiedy usłyszy się od ponad stu osób opowieści, które aż do drobnych szczegółów są identyczne, to robi na człowieku wrażenie”. Inna rozmówczyni CBS prezentuje garść włókien wydobytych z jej ciała i pieczołowicie zebranych na dowód jej przeżyć. Doktor Randy Wymore asystent profesor farmakologii i fizjologii Oklahoma State University, zgromadził próbki włókien pobranych z ciał pacjentów cierpiących na morgelllons. Próbki przebadano w laboratoriach policyjnych i porównano je ze wszystkimi znanymi gatunkami włókien dostępnymi w bazie danych policji USA. Nie znaleziono podobieństwa do żadnego znanego z nich. Jednak włókna pochodzące z ciał różnych osób są do siebie podobne. To obala twierdzenie, że włókna są wytworem człowieka, a choroba ma charakter psychotyczny.

Dzięki staraniom Morgellons Research Foundation, CDC (odpowiednik polskiego PZH) powołał specjalną komisję do zbadania zagadkowego zjawiska i ustalenia zasad jego diagnozowania. Przyjęte harmonogramy badań nie są jednak przestrzegane, co wskazuje na wewnętrzną niechęć środowiska medycznego do hipotezy, że zagadkowe symptomy stanowią coś więcej niż syndrom urojonego zasiedlenia przez pasożyty.

Możliwe przyczyny Morgellons

Przyjmując, że rzeczywiście mamy tu do czynienia z inwazją pasożytów, entomolodzy (badacze owadów) próbowali znaleźć właściwych kandydatów wśród znanych miniaturowych pasożytów. Pod uwagę brane były mało znane zwykłemu człowiekowi Skoczogonki czy Wachlarzoskrzydłe, jednak okazało się, że taki wariant należy odrzucić ponieważ, choć są to pasożyty, nie mogą żyć na skórze człowieka. Czy pozostaje wierzyć, że chorobę powoduje nieznany pasożyt, Morgellons?

Dr Vitaly Citovsky biolog w Stony Brook University przebadał próbki skóry pięciu pacjentów Morgellons i znalazł w nich geny tzw. agrobakterii, czyli bakterii żerujących na roślinach. U roślin wszystkie bakterie powodują powstawanie włókien celulozowych. Agrobakaterie zazwyczaj atakują tylko rośliny, ale dr Citovsky podejrzewa, że w przypadku Morgellons mamy do czynienia z ich przeniesieniem do osób z obniżoną odpornością immunologiczną, takich jak na przykład zaatakowanych przez boreliozę (czyli krętkowicę kleszczową bardzo niebezpieczną chorobę powodowaną przez kleszcze).  Citovsky prowadzi badania mające na celu ustalenie, czy włókna pobrane od osób z Morgellons mają takie właśnie pochodzenie, jednak badania posuwają się bardzo powoli jako, że Morgellons nie jest uznaną jednostką chorobową w USA i trudno znaleźć dla nich finansowanie.

Jeżeli prawdą jest, że Morgellons powodują pasożyty to powstaje pytanie, jaka jest ich natura, jakie pochodzenie. Niektórzy zastanawiają się kto i dlaczego je stworzył. Czy żyły na ziemi od wieków niedostrzegane, czy też stanowią najnowszy i niezwykle groźny produkt nanobiotechnologii? Czy powstały jako produkt uboczny eksplozji w Czarnobylu, czy też wymutował je jakiś zwariowany genetyk, wzorujący się na podłych działaniach informatyków, tworzących wirusy komputerowe? Spekulacje na ten tema mają bardzo szeroki zakres.

 W Internecie można znaleźć kilka amerykańskich witryn szeroko traktujących temat Morgellons. Po polsku, tylko kilka sensacyjnych zapożyczeń, które przez swoją skromność nie są zbyt wiarygodne. Może to i dobrze, bo przy braku szerszej informacji na ten temat, mogło by dojść do paniki. Tym bardziej, że pierwsza książka dostępna w Internecie na temat Morgellons już samą swoją okładką wydaje się nieść apokaliptyczną wizję zagłady. Do tego ten tytuł: „Morgellons: Dżuma piątego stopnia…”. Podobno Morgellons występuje już w piętnastu krajach świata, czy dojdzie do Polski? Miejmy nadzieję, że zanim to nastąpi dostępne będą już wyniki badań amerykańskich i będziemy wiedzieli z czym mamy do czynienia. W międzyczasie, choć to trywialnie oczywiste, namawiałbym do zwracania jeszcze większej uwagi na kleszcze.

Maciej Trojanowski Ó czerwiec 2007

Patrz mój artykół w Gwiazdy Mówią: http://www.gwiazdy.com.pl/34_07/

 

Zapraszam także na stronę http://www.cbs2.com/video ,

Zdjęcia można obejrzeć na stronie  http://www.morgellons-research.org/morgellons/

Można także obejrzeć film na: http://www.youtube.com/watch?v=HQcL8RojBL4

Początek strony