EMM Perendev

Home Strefa Tajemnic Maciej Trojanowski Tesla Silnik Johnsona Psycho Teleportacja Ibogaina Aspartam AIDS Kontrowersje Działo Orgonowe Torsion Theory EMM Perendev Morgellons

Hiena

PERENDEV  -  CENA BEZPŁATNOŚCI

Wszyscy, którzy czytają moją stronę poświęconą silnikowi Johnsona zadają pytanie: czy ktoś to skonstruował i czy to rzeczywiście działa. Nie próbuję dostarczyć odpowiedzi na nie, ponieważ takowej nie znam. Wewnętrznie jestem przekonany, że jeżeli komuś uda się „to” zbudować, świat cały o tym usłyszy. Wszyscy zaś domowi konstruktorzy, nie dysponujący odpowiednimi budżetami, popełniają zapewne niezamierzone błędy, które uniemożliwią zaprzeczenie znanym dotąd prawom fizyki (o ile to w ogóle oczywiście możliwe)  i wypuszczenie na rynek jednostki napędowej, pozwalającej zapomnieć o stale rosnących cenach paliw. Sam Johnson? Dobre pytanie. A może ktoś przekonał go by nie kontynuował swoich prac? Myślę, że znalazłyby się argumenty... C’est la vie!

Gdybyś jednak skonstruował silnik napędzany energią magnesów stałych, silnik który byś wypróbował i o którym wiedziałbyś, że działa - co byś zrobił? Czy wywiesiłbyś dokumentację na swojej stronie i pozwolił ludziom czerpać dowoli? Czy odezwałaby się w Tobie żądza wzbogacenia? Nie!? - nie wierzę. Myślę, że pod pozorem choćby zdobycia funduszy na dalsze badania, na udoskonalanie, na działalność... charytatywną, za wszelką cenę starałbyś się zrobić z tego biznes. Jak długo pamiętałbyś o szlachetnych pobudkach, które przyświecały Tobie, gdy opracowując swój projekt, mówiłeś o zbawieniu ludzkości, o pomocy potrzebującym, o wyczerpujących się zasobach, o czystym środowisku, o przyszłości planety. Szczególnie, jeśli twój projekt byłby prosty i tani, dylemat przed którym byś stanął byłby poważny. C’est la vie!

Często kontaktują się ze mną osoby, które odkryły lub skonstruowały coś unikalnego, coś niezwykłego, przynoszącego ludzkości dotąd niemożliwe do uzyskania korzyści. W korespondencji otrzymuję opisy przedstawiające, jak wspaniałe jest prezentowane osiągnięcie. Ile dobra uczyni ludziom, zwierzętom, roślinom, środowisku, światu całemu. Traktują mnie jak Matkę Teresę, jak osobę, która zrozumie ich misję i poświęci się jej wspieraniu i propagowaniu. Im mniej dopracowany projekt, tym więcej mowy o wzniosłych intencjach i o potrzebie pomocy. C’est la vie!

Ich projekty są najczęściej skomplikowane. Przebrnięcie przez przedstawianą dokumentację wymaga czasu, wiedzy i cierpliwości. Mogę się z nimi zapoznać jedynie pobieżnie. Ich treść tym szybciej ulatuje z mojej głowy, im bardziej skomplikowane są czytane opisy. Później pozostaje jedynie ślad: coś takiego widziałem, o czymś takim czytałem. Ale nieraz przychodzi refleksja, dlaczego tak postępuję, dlaczego zamiast wgłębić się w temat, odkładam go ad acta i nie pomagam w zdobyciu sławy, w osiągnięciu chwały konstruktorowi? Muszę być szczery: myślę, że gdyby ktoś pokazał mi sprawnie działające urządzenie, byłoby inaczej, musiałbym się nad tym głębiej pochylić. Myślę, że tak jak wszyscy wypatruję sensacji, która wyzwoli adrenalinę i da zastrzyk mocy do działania. C’est la vie!

Tylko czy w takim przypadku ktokolwiek przyśle mi informację o swoim sukcesie? Sądzę, że nie. Przecież nie będzie musiał przekonywać nikogo o sensowności przyjętych założeń, prawdziwości konkluzji oraz skuteczności i niezawodności projektu. Jestem pewien, że wówczas, zwycięski konstruktor postara się o to, by jego osiągnięcie przyniosło mu zyski i uczyniło go bogatym. Będzie się przy tym obawiał, że ujawnienie szczegółów konstrukcyjnych może doprowadzić do tego, że zostanie wykorzystany, oszukany i podstępnie pozbawiony należnych mu dochodów. Historia zna wiele takich przykładów. Co wówczas uczyni? Prawdopodobnie spróbuje stworzyć własny przemysł, zaczynając od zera. C’est la vie!

Im bardziej kontrowersyjny będzie jego wynalazek, tym trudniej będzie mu go finansować. W efekcie, dla pokrycia kosztów wdrożenia, cena oferowanego przez takiego „szczęśliwca” urządzenia będzie zapewne kosmiczna, bo skalkulowana w oparciu o cenę dostępnych na rynku urządzeń konkurencyjnych, które przy tym są kosztowne w eksploatacji. I tu się koło zamknie, a dziecko zostanie wylane z kąpielą. Kto to bowiem kupi? Kto zaryzykuje zapłacenie ceny z górnej półki za urządzenie, które nie jest powszechnie znane, wypróbowane, zaakceptowane, homologowane, certyfikowane, etc., etc., etc.? W efekcie urządzenie nie rozwiąże problemów ludzkości i nie uczyni podróżowania ani tańszym ani dostępnym dla wszystkich. C’est la vie!

Zapyta ktoś po co te rozważania, skoro takie urządzenia nie istnieją? Otóż nie zupełnie. Niedawno, ktoś ("wld") podsunął mi w emailu adres strony, na której można obejrzeć clip z pokazem działania silnika na magnesy stałe. Zajrzałem tam i ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem jak nylonowy wirnik zawierający dużą liczbę rozmieszczonych na nim obwodowo (jak zgaduję) magnesów, po zbliżeniu do niego dwóch obejm statora, zaczyna wirować, wirować, wirować. Rozwija przy tym niezłą prędkość i zachwyca prostotą konstrukcji. Gdy się na to patrzy, to aż ręce drżą z podniecenia i serce wali z zachwytu. Wyobraźnia natychmiast pozwala zastąpić drogą jednostkę napędową mojego samochodu, takim „perpetuum mobile”. Boże, przyszłość przed nami. Już to mamy! Ten sławny silnik z budynku senatu USA, który kręci się od kilkudziesięciu lat, a którego pewnie z tego powodu nie można zobaczyć w Internecie, to musi być prawda!

Ile bym dał, żeby posiadać takie urządzenie i móc z niego korzystać. No właśnie, ile? Aby się tego dowiedzieć trzeba zajrzeć na stronę http://www.perendev-power.com/index.htm. To właśnie tam znajduje się prezentacja urządzenia, o którym marzymy od dziesięcioleci. Urządzenia, które jako siłę napędową wykorzystuje energię magnesów stałych, działanie z definicji odrzucane przez naukę. Zbawienie świata. Chcesz zobaczyć jak to działa? Kliknij łącze: http://www.perendev-power.com/Download/magmotor%20web.wmv. Kręci się, że nie wiem!

Silnik Penderev przed rozruchem - obejmy statora rozsunięte.       

Sinik Penderev w czasie pracy - wirnik się obraca.                         

Ilustracje z portalu http://www.pureenergysystems.com/news/2004/06/30/6900029PerendevPowerMagneticMotor/index.html

Konstrukcja tania, że aż w oczy kole. Wypraska wirnika z tworzywa (nylonu), kilkadziesiąt krążków neodymowych (prawdopodobnie) system mocowania do wałka mocy. Druga wypraska stojana, prosty ruchomy system jego zbliżania do wirnika w celu wytworzenia mocy. To pewnie model, ale model, który według clipu wykonuje pracę ze sporym wigorem. Zatem to nie zabawka, tylko prawdziwa jednostka napędowa. Jej wartość? Jeśli to nie jest prototyp, na pierwszy rzut oka paręset złotych. Jeśli zaś jest, to z umieszczonej na stronie informacji, należy rozumieć, że może reprezentować koszt nawet 30 lat badań!

Perendev nie bawi się jednak w modele. Perendev jest firmą producencką. Opracowała i oferuje na swojej stronie internetowej dwa generatory nazwane „Electro magnetic motor”, napędzane silnikami magnetycznymi, zaopatrzone w alternatory i wytwarzające prąd elektryczny zgodny ze standardami UE. Różnią się one przede wszystkim mocą. Mniejszy wytwarza w sposób ciągły 90 kW przy napięciu wyjściowym 380 woltów prądu trójfazowego, większy wytwarza 290 kW. Są to urządzenia o wadze od 250 do 350 kilogramów, przenośne, do zastosowań przemysłowych oraz domowych. Na specjalne zamówienie Perendev może oferować jednostki o mocy do 4 MW. W skróconej specyfikacji obu jednostek na stronie Perendev czytamy, że generatory nie wymagają żadnego paliwa, choć do rozruchu używają akumulatora.

http://www.perendev-power.com/index.htm

Pytanie, które natychmiast przychodzi do głowy to: dlaczego tego nie oferują w każdym OBI, Castoramie czy Praktikerze, dlaczego nie sprzedają tego w wiejskich sklepach technicznych czy na stacjach benzynowych, dlaczego nie ma tego w sklepie na każdym rogu pawilonów handlowych? Ponadto dlaczego, zamiast czytać o tym urządzeniu w Scientific American, Focusie czy choćby w Superexpressie, czytamy o nim na skromnej, tanio zaprojektowanej stronie internetowej?

Odpowiedź na pierwsze z tych pytań okazuje się prosta: urządzenia tego nie można kupić! No nie żeby zupełnie. Można wejść w jego posiadanie i korzystać z zalet, które ono przynosi, ale nie można go kupić w sensie dosłownym – na własność. Perendev oferuje jedynie formę, płatnego z góry, pięcioletniego leasingu. Po tym okresie pozostaje już tylko płacić obowiązkową opłatę miesięczną za podtrzymanie umowy leasingowej i przez lata, a może i wieczność korzystać z dobrodziejstwa „bezpłatnej” energii generatora. Jeśli dobrze zrozumiałem – oto wizja „free energy” w wykonaniu niemieckiej firmy Perendev GmbH, która by wytworzyć „bezpłatną” energię wydała, jak głosi 3,5 miliona €. Oczywiście musi je odzyskać i kapitalizować, więc oferuje swoje generatory klientom na warunkach jak wyżej za ... 19.000 do 38.000 € (tak! trzydzieści osiem tysięcy!) plus VAT i transport; opłata za dalsze podtrzymanie leasingu to już „tylko” 100 € miesięcznie! A mogło być tak pięknie!

Nurtująca jest także druga sprawa: dlaczego nie pisze o tych urządzeniach poważna prasa techniczna? Czy jest ku temu jakiś powód? Kiedy otworzymy link do video clipu prezentującego działanie modelu silnika na magnesy stałe zobaczymy filmik, na którym w rytm lekko alarmującej, rytmicznej muzyczki wokół wirnika powoli zamykają się obejmy statora i wirnik zaczyna się obracać. Widok, który udostępnia nam ten clip to ujęcie tylko z jednej strony. Widzimy wirowanie rotora z boku ale nie od strony wałka mocy, który mógłby przekazywać napęd na przykład na pas klinowy, czy zębatkę, tylko od strony neutralnej, gdzie wałek, na którym obraca się wirnik jest krótki i nic do niego przytwierdzić się nie da. Po prezentacji działania silnika, obejmy stojana zostają odsunięte, wirnik zwalnia i nagle... ku „zaspokojeniu” ciekawości widza, kamera w jakiś dziwny, nienaturalny sposób unosi się i przemieszcza by pokazać przeciwległą stronę urządzenia. Widać, że po drugiej stronie, jak należało się tego spodziewać, znajduje się wałek napędowy, który wystaje wystarczająco i posiada płaszczyznę pozwalającą zainstalować na nim łatwo i szybko dowolny system przenoszenia mocy do urządzeń zewnętrznych lub na odwrót, by taką moc móc pobierać. Sceptycyzm i niedowierzanie musi ogarniać każdego, kto to ogląda. Na dowód tego na stronie głównej portalu Perendev znajdujemy informację: ”New EMM Motor Video is being produced and will include a complete walk around to satisfy the biggest critic. This will be on the Web soon” czyli nowy film video z silnikiem EMM jest w przygotowaniu i będzie zawierał ujęcia ze wszystkich stron, by zadowolić największych niedowiarków, wkrótce w portalu. 3,5 miliona € i takie maleńkie niedopatrzenie, kawałek taśmy z maleńkiej cyfrowej kamerki wartości może 50 €. Nie do wiary!

Nie zadzwonię do Monachium pod numer + 49 89 620 30060, bo wydaje mi się, że wiem jak będzie wyglądać rozmowa. Coś, może intuicja (?) mówi mi, że to jest tzw. ściema. Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się na telefon, będę wdzięczny za komentarz. Ja mam przeczucie, że to nie jest prawda, że prawdziwym celem tej strony, jest sprzedaż pozostałych, niezwykle drogich produktów takich jak: urządzenie eliminujące hałas – cena dostępna tylko na żądanie, urządzenie do uzdatniania wody wykorzystujące UV i filtr – cena dostępna na żądanie, urządzenie do odsalania wody morskiej – cena dostępna na żądanie i wreszcie rodzynki: magnetyczne złote zdrowotne pierścionki – cena 550 € plus VAT (!) oraz magnetyczne srebrne pierścionki – cena 350 € plus VAT !!!!! Nie mylicie się dokładnie tyle. Niech to złoto będzie najwyższej próby, ale srebro? Kawałek taniego kruszcu, wartego ile – 10 € z robocizną za 350 € plus VAT?

Chciałbym się mylić, mam jednak silnie wrażenie, że jest to po prostu podchwytliwy marketing: Kosmiczna cena generatorów bezpłatnej energii rozczarowuje każdego, kto odwiedza tę stronę. Myślimy sobie, gdybyśmy mieli pieniądze, kupilibyśmy to urządzenie, ale przy takiej cenie nie stać nas na to. Jednak skoro żądają takich pieniędzy, prawdopodobnie wiedzą co robią i mają odbiorców, bo inaczej zeszliby z ceny. Czyli ich produkt musi być wysokiej jakości i wart nakładów. Dla wielu logicznym będzie przypuszczać, że pozostałe produkty tej firmy mają podobne cechy czyli wartość godną ceny, dlatego być może zdecydujemy się wydać kosmiczne pieniądze na zwykły srebrny lub złoty pierścionek z magnesem, którego działanie oczywiście potwierdzone, wcale nie wymaga aż takich nakładów.

Oprócz tego zadaję sobie pytanie dlaczego urządzenie nazywa się Electro Magnetic Motor, a nie po prostu Magnetic Motor?  Może dlatego, że do jego rozruchu używa się rozrusznika elektrycznego? Tyle, że do rozruchu silnika spalinowego też używa się rozrusznika elektrycznego, a ten nie jest nazywany silnikiem elektro spalinowym. A może dlatego, że niewidoczny na prezentacji wideo wałek mocy jest po prostu zasilany jakimś silnikiem elektrycznym? Pożyjemy, zobaczymy.

Maciej Trojanowski © 2007

P.S. Jeżeli wierzyć oficjalnej nauce Perendev GmbH zmarnowała 3,5 mln €, jeżeli ktoś jej wierzyć nie chce, musi dalej eksperymentować samemu, tym bardziej gdyby okazało się, że silnik Perendev rzeczywiście działa, bo jego cena zaprzecza idei free energy. Zapraszam na stronę silnik Johnsona!

Początek strony