Oto relacja kuzynki Piotra, która uczestniczyła w jego sesji ibogainowej. Katarzyna, a co najważniejsze Mama Piotra przeżyły kilka dni trudnych do wyobrażenia uczuć. Widok doznań ich najbliższego napawał je strachem i rozpaczą, przecież to one podały mu Ibogainę, to one były bezpośrednio odpowiedzialne za stan w jakim znalazł się Piotr. Jednak dzisiaj tego nie żałują. Piotr odniósł sukces, który jest także ich sukcesem. Dzisiaj ta relacja jest pierwszą w Polsce relacją nadziei dla innych. Dziękuję Pani Katarzyno za jej napisanie. Wiem, że jesteście, wraz z Mamą Piotra, gotowe podzielić się swoimi doświadczeniami z tymi, którzy dobyli Ibogainę i zdecydowali się ją przyjąć. Dzięki Wam za to.

J.Maciej Trojanowski

 

Wrocław 20-07-2000

 Panie Macieju !

 Przepraszam, że dopiero teraz zebrałam się do opisania sytuacji związanej z zażyciem IBOGAINY przez mojego kuzyna, ale dotychczas miałam nadzieję że to On dokładnie wszystko opisze. Niestety, na razie nie udało mi się Jego do tego namówić, ale miejmy nadzieję, że to w końcu nastąpi. Nie wiem, czy to przypadkiem nie jest związane z przykrymi wspomnieniami z tej „podróży”- ponieważ twierdzi On, że przeżył wówczas piekło. Może boi się do nich powracać ?

Na razie postaram się opisać całe wydarzenie na podstawie moich spostrzeżeń.

Jak już Panu wspomniałam lek podaliśmy 20.05.2000 . Rano zażył najpierw próbę, po czym otrzymał pierwszą dawkę, no i zgodnie ze wskazówkami dalsze.

Po pierwszej dawce zaczął już chwilami „odpływać”. Po drugiej aby dojść do toalety potrzebował pomocy. Był małomówny, przeszkadzało mu światło. Nie chciał ani jeść, ani pić.

Był bardzo osłabiony. Trzecia dawka zupełnie zwaliła Go z nóg. Gdy zadawałam mu pytanie, czy coś się w jego świadomości dzieje, czy wracają jakieś wspomnienia, odpowiadał że nic.

Chwilami „majaczył” np. „ten deszcz pada i pada, jest tak nudno” a za oknem w rzeczywistości świeciło słońce.

Przez osiem godzin od pierwszej dawki czuwała przy nim pielęgniarka, jak się potem okazało to te pierwsze osiem godzin to była pestka, najgorsze rozpoczęło się później i trwało aż do wtorku. Byliśmy wszyscy bardzo przerażeni, a ten czas strasznie się dłużył. Piotr wyglądał tragicznie, był mocno osłabiony, ręce i nogi były bezwładne, głowa mu drżała i oblewały Go straszliwe poty. Zupełnie nie wiadomo było co z nim robić.

Między drugą a trzecią dawką na chwilę się wybudził i do swojej dziewczyny powiedział, że bardzo chciałby być taki jak Ona, czyli normalny. To stwierdzenie pozwoliło nam myśleć że Piotr jednak chce zerwać z tym nałogiem, a nie robi tego z czystej ciekawości, czy też tylko dla nas. Przed podaniem leku obawialiśmy się czy aby On nas nie okłamuje, chodziło głównie o to czy jest „czysty”, ponieważ przez te 12 godzin przed podaniem pierwszej dawki dość dobrze wyglądał.

Wybudził się w poniedziałek około godziny 10:00, choć jak się później okazało nie zupełnie. Jadł mnóstwo owoców i słodyczy, oraz troszeczkę rosołu z makaronem.

Zachowywał się chwilami bardzo dziwnie, gdy Jego mama poprosiła by usiadł na wersalce i oparł się o ścianę, On nie wiedział o co chodzi, co Ona od niego chce.

Był w dalszym ciągu małomówny, najlepiej było gdy zostawał sam w pokoju. Leżał z zamkniętymi oczami, lecz nie spał.

Jadł rzeczy których nie ruszał będąc pod wpływem narkotyków. Gdy Jego mama podała mu sok „KUBUŚ” który bardzo lubił przed zażyciem IBOGAINY, nie chciał nawet na niego patrzeć – być może kojarzyło mu się to z narkotykami ?

Z dnia na dzień odzyskiwał siły i wyglądał trochę lepiej, ale głowa w dalszym ciągu mu drżała. Baliśmy się że to drżenie mogło być następstwem jakiegoś uszkodzenia, ale z czasem to minęło.

Po wybudzeniu dopytywał się o datę. Myliła mu się rzeczywistość z wizjami jakie zobaczył podczas "podróży". Przez pierwsze dni nie potrafił ich odróżnić.

Tak jak wspominałam dopytywał się o datę. Gdy  odpowiadaliśmy na pytania nie wierzył nam. Wydawało mu się że jest gdzieś koło Bożego Narodzenia.

Podczas „podróży” wybiegł On w przyszłość. Jak twierdzi przeżył  własne dno, został wyrzucony z domu, był brudny, głodny, mieszkał na dworcu. Mówił, że to było okropne i że cieszy się że już wrócił.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o Jego spacerze. Gdy po tygodniu czuł się trochę lepiej, Jego dziewczyna zabrała Go na spacer, który nie trwał zbyt długo. Piotra wszystko przerażało, wydawało mu się takie duże, jakby pierwszy raz to widział. Pewnie nie ma się co dziwić, przez tyle czas oglądał świat będąc „naćpanym”.

Dziś jest 20.07.2000 On w dalszym ciągu jest „czysty”, mówi nam że wcale Go nie ciągnie do tego nałogu. Lek ten odrzucił Go również od drugiego nałogu, mianowicie od palenia papierosów, wprawdzie raz spróbował zapalić, ale potem bardzo źle się czuł.

Gdy teraz na niego patrzę , trudno mi uwierzyć że był narkomanem który zażywał już wszystko w dużych ilościach. Teraz wygląda bardzo dobrze, powrócił do starej wagi – zanim zaczął brać narkotyki. W dalszym ciągu jest zamknięty w sobie, gdy chcemy się czegoś dowiedzieć musimy to z niego wyciągać.

Wydaje mi się że w dalszym ciągu jest jeszcze pod wpływem tego leku, na pewno potrzebuje jeszcze dużo czasu  aby z tym wszystkim się oswoić, aby zastanowić się co chce dalej ze swoim życiem robić.

 Pozdrawiam,

 Katarzyna

 Relacja Piotra